Avalon
czwartek, 10.marca.2011, 12:47
Dobra, to, że jestem zaspanym, wystraszonym, niepewnym księciem dawno już ustaliliśmy, right? No, to czas na change over (TAK, ZNOWU i mało mnie obchodzi, co myślicie, nie podoba się, nie czytać, nie zmuszam ;p)! DYGRESJA: robię się zdzirowata w głębi duszy, hm. NVM. Do rzeczy. Księciem jestem nadal, bo lubię, to fajne. Zmiana polega jedynie na tym, że teraz jestem Księciem-Rycerzem. Czas zacząć się bronić. Na początek może przed samą sobą, a potem zobaczymy. Stan mojego zdrowia fizycznego (psychicznego również, ale tego już nie naprawimy, wiemy to) pozostawia wiele do życzenia. Na początek miło by było przestać wykasływać płuca i wysmarkiwać jeziora; i nie, nie jestem obrzydliwa, jestem tylko za prawdą. Paskudny wirus dopadł mnie kiedy się nie spodziewałam i zadowolony cały. Damn u. Ale wyjdę z tego cało, jakem Sir Nari. Ta druga zdrowotna sprawa… Z jednej strony fajnie jest wiedzieć wreszcie, co mi jest, bo przeczuwałam już różne najgorsze rzeczy, z drugiej strony… Trochę to przypomina walkę z wiatrakami, a Błędnym Księciem-Rycerzem to bym kusza za nic być nie chciała. Chociaż… Spróbujmy. Podobno Excalibur zasiepie wszystko. To na questa po Excalibura! *kicha* …or maybe not. *headdesk* Nieważne. Wrócim do tej kwestii prędzej, czy później. Przydałby się czarodziej u mego boku… Niestety czarodziejów ci u nas niedostatek. Bo oczywiście jak są potrzebni to żadnego nie ma. Ściąć im głowy! …a nie. To nie ta bajka. Ups. Spalić na stosie! O, już lepiej. Ajajaj. Pff. Pożytek z zakocha(otympóźniej,k?)—zakichania? Chwila odpoczynku, która naprawdę była mi potrzebna. Still to nie takie łatwe naładować rozregulowaną, wyczerpaną do samego końca baterię. Z przyjemnych rzeczy, jak widać mam nową fazę. A w sumie nawrót starej, jeszcze z dzieciństwa, nad którą nie miałam jakoś okazji popracować i pozwolić, żeby się rozwinęła. Zaczęło się niewinnie od głupiutkiego serialu, a skończyło jak zawsze. Ale to nawet dobrze. Chociaż przez chwilę miałam okazję pobyć trochę znowu dawną sobą. Przekopałam się przez videa (choć tutaj posucha, jedynie te z planu i BS stanęły na wysokości zadania rozbawiając mnie niemal do łez), fiki (wśród których znalazło się kilka perełek) i przez proces przetwarzania (bo nie mogłam się powstrzymać). Nie potrafię nawet w najmniejszym stopniu wyrazić jaką radochę mi to wszystko sprawiło. Od kilku dobrych miesięcy nie czułam się tak na miejscu i tak w swojej skórze jak ostatnio czytając i oglądając głupoty. Z resztą po notce chyba to widać. W końcu jest już… 2 w nocy kiedy to piszę i wcale nie mam ochoty pójść spać (właściwie to nie mogę, czyt. fragment o wykasływaniu płuc). Sam fakt, że to teraz powstaje jest wyjątkowym zjawiskiem, bo jak widać na załączonym obrazku, przez pewien okres czasu nie miałam ochoty na nic, nawet na narzekanie, co jest jednym z wielu znaków, który mówił, coś jest z Nari nie tak, a którego nikt, albo większość, nie zauważał. Przysięgam powinnam dorosnąć. Tylko, że mi się nie chce, ot co. Wszyscy wokół są już duzi i ważni, i mądrzy, i stylowi, i Wielki Smok wie, jacy jeszcze, umoralniają mnie, każą podejmować poważne decyzje, zmieniać styl ubierania, yada yada yada. A ja nie! Na złość! Sytuacja się zmieniła i jestem gotowa stwierdzić, że tą zmianę wreszcie nauczyłam się akceptować (co nie znaczy oczywiście, że aprobuje, duh). Ale o tym, jak zmienił się świat wokół mnie w sumie nie chcę gadać, bo i po co? Ach wiem! Powinnam chyba wspomnieć o jednej ważnej rzeczy, chociaż z perspektywy czasu chyba jednak nie tak ważnej.
But I’m too tired to go to sleep, tonight, and I’m too weak to follow dreams, tonight. *
Krótko, było, minęło. Zdecydowanie mogło być lepiej, ale jest jak jest. Teraz do czerwca i powtórka z sesyjnej rozrywki i tyle.
What about aliens? What about you and me and... What about gold beneath the sea? What about... What about when buildings fall? What about that midnight phone call... The one that wakes you from your peace? Well, I am not, I am not, I am not in need. **
No właśnie? Co z tym wszystkim, hm? Jakieś interesujące uwagi? Przemyślenia? Błyskotliwe sugestie? Nie? Rozczarowujecie mnie.
It feels like 10,000 nights of thunder, when I spend the one with you..***
O rany. I stało się. ZNOWU. Naprawdę, naprawdę, naprawdę tego nie chciałam! Zaatakowało mnie i zmusiło! Przysięgam to nie moja wina! To niesprawiedliwe, że mnie osądzacie! Przecież to niespecjalnie. Kurcze no. Niestety mleko już rozlane, więc chyba nie ma, co nad nim płakać, hm? Spróbujmy na spokojnie to przemyśleć, przeanalizować… Oh damn. Co tu analizować? To po prostu najsłodszy uśmiech jaki widziałam. Problem? Me myself and I. Nie życzę wam, żebyście się czuli w swojej skórze tak jak ja, przez tą głupią chorobę i „głupią książęcą ranę bitewną”. Ale nieważne. Już mi się kończą pomysły na pisanie to pora kończyć notkę, o.
And if I was running, you'd be the one who I would be running to… And if I was crying, you would be lining the cloud that would pull me through… And if I was scared, then I would be glad to tell you and walk away.****
Dobranoc, notka pojawi się z opóźnieniem kilkunastogodzinnym, bo jest like późno, a ja piszę ją na telefonie. XD I muszę się wyspać. Czy coś.
- Could somebody tell me what happened? - Well... - Someone with a brain.*****I tym miłym akcentem zapraszam na następny odcinek, kiedyśtam. Quest na Excalibura czeka aż się na niego wybiorę. Jak już się zdecyduję to napiszę jak było.
* Motion City Soundtrack - Even if It Kills Me
**Carbon Leaf - What about Everything
***Alphabeat - 10,000 Nights of Thunder
**** SaftySuit - Find a Way
*****Merlin 1x07 "The Gates of Avalon"
Nari:*
Nastrój:
tagi:
...
niedziela, 6.lutego.2011, 21:54
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Minął kolejny dziwny i pokręcony rok. Czasem było ciężko, czasem męcząco, czasem tragicznie, smutno, stresująco, radośnie, głupawkowo, dziwacznie. Przeczytałam mnóstwo książek i mang, przesłuchałam tysiące piosenek, złapałam kilka nowych faz, poznałam nowych ludzi. Były pożegnania i powitania, coś się skończyło, coś innego się zaczęło. Byłam Alicją, siepaczem, mistrzem eliksirów, szamanką. Napisałam kilka tekstów, o których napisanie bym się nie podejrzewała, kilka wymyśliłam, a całkiem sporo zabiłam. Wylałam hektolitry łez i wyśmiałam miliardy pereł. Paru ciekawych rzeczy się nauczyłam, parę zrozumiałam. Na przemian pomagałam ludziom i ich od siebie odstraszałam. Zamykałam się wieży ze smokiem, uciekałam z niej, gubiłam się w tajemniczym ogrodzie, znikałam po drugiej stronie lustra. Wypełniła kilka postanowień z listy, a o większości zapomniałam. Cóż, życie. Minął kolejny dziwny i pokręcony rok… i zaczął się następny…
Zmieniło się bardzo dużo i ja też się trochę zmieniłam, ale wiecie co? Tak naprawdę o wiele więcej rzeczy pozostało takich samych. Czy to dobrze? Zależy. Z pewnością źle, biorąc pod uwagę, że większość konstansów to zwyczajnie moje wady bądź świadectwa bycia failem. Ciągle jestem WIELKA jak Wielkie Księstwo Litewskie, ciągle jestem Niegrzeczną Dziewczynką, obgryzam paznokcie i jestem leniem. Oh well.
Teraz żeby tylko obudzić w sobie wolę walki i będzie dobrze. Pfff, yeah right. Przez to przeziębienie gadam pierdoły. Ktoś chce mi sprezentować paczkę chusteczek?
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Shattered
czwartek, 21.października.2010, 23:15
Jestem nieszczęśliwa.
Znowu? *wywraca oczami* Dałabyś sobie już z tym spokój, nic nowego nigdy nie piszesz tylko w kółko źle mi, przykro mi, smutno mi, bla bla bla bla.
Przeżyłam już trzy tygodnie, po których pewna jestem tylko tego, że nie jestem pewna, czy powinnam płakać, czy się pociąć, czy może po prostu spasować. Zacznijmy od tego, że chociaż nic specjalnego w ciągu dnia nie robię, to po powrocie do domu nie mam siły nawet oddychać, nie wspominając już o innych wymagających aktywności psychoruchowej czynnościach. Mam wrażenie, że mnie ktoś wsadził do pralki, wyprał na najwyższych obrotach, wyciągnął i powiesił za uszy na sznurku i tak sobie kurwa dyndam. Poza tym, no tak, wszystko pięknie, ładnie, kolorowo, zajęcia fajne, bla bla bla. Tylko mam takie dziwne wrażenie, że Już nie jesteśmy w Cansas, Toto i normalnie, formalnie, ustawowo sobie nie dam rady. Mam sporo zapału i wielkie palny, nie powiem, że nie, mam też głupie, naiwne i dziecinne marzenia, do których spełnienia ciągle dążę, a które przecież nigdy się nie spełnią, bo nie mogą. No i to by było na tyle panie i panowie, show’s over. No bo co mi po planach? Nic. Właśnie tak, bo plany, żeby coś z nich było trzeba zrealizować, co nie? Co tak. A tutaj sprawa nie jest wcale taka prosta. Każdy chce czegoś innego, każdy wymaga, marudzi, rozkazuje itd. W końcu jak się chce być kimś to trzeba na to zapracować. Tyle tylko, że ja nie chcę być KIMŚ. Ja chcę być tylko shinigami i mieć przysłowiowy święty spokój. Albo jeszcze lepiej Agentem FBI, bo ci to mają fajnie, tak z samej nazwy. Dobra, dobra, wystarczy rumakowania. Tak poważnie, to chcę tylko powiedzieć, że trochę to studiowanie przytłaczające i ciężkiej harówki to ci na nich dostatek, a mój organizm wariuje, na wszystko mówi NIE i tłumi najmniejszą nawet oznakę buntu, jak w państwie komunistycznym normalnie. No i czasu nie mam. Dopiero się zaczęło, a ja już go nie mam. Pierdolę. Z tym dupkiem zegarkiem i tak nigdy nie dojdę do porozumienia.
Pierdolisz. Ludzie od lat studiują i jakoś sobie radzą. Po prostu jesteś leń, nie chce ci się, myślisz o niebieskich migdałach zamiast o ważnych rzeczach i udajesz księcia na ziarnku grochu zamiast ruszyć dupę.
Jeśli chodzi o sferę kontaktów międzyludzkich szeroko pojętą to… IT SUCKS. Tyle mam do powiedzenia. Jestem zagubiona. Nie no dobra, jest fajnie, uśmiecham się, produkuję, rozmawiam, a-ale… Czuję się strasznie obco. Nie umiem nawet dobrze tego opisać (niczego z resztą dobrze nie umiem, ale już się przyzwyczaiłam, że będę nikim mieszkającym pod mostem). Po prostu kiedy poszłam do liceum też się bałam, ale tam niemal od pierwszego dnia czułam się jak w domu. Tutaj czuję się jak w więzieniu. Wszyscy są mądrzejsi, ładniejsi, sympatyczniejsi, a ja jestem mną i już zawsze mną pozostanę. Nieciekawą, szarą, brzydką i taką strasznie nijaką. Chociaż był taki moment, że myślałam… Przez chwile tylko… Ale nie. To przecież jest niemożliwe. Jestem taka głupiutka.
Patrz i w jednym się zgadzamy. Jesteś BEZNADZIEJNA.
Cóż dalej… Ach no tak! Co się stało z tym światem do kurwy nędzy pytam?! Miesiąc. Wystarczył cholerny JEDEN MIESIĄC żeby wszystko wywróciło się do góry nogami. Ludzie zaczęli się zachowywać jak świry, przysięgam. Nagle wszyscy postanowili mieć wszystko w szerokim poważaniu z moją osobą na czele. Dlaczego? No tego właśnie próbuję się dowiedzieć. Nie trafia to do mnie. Ja zawsze zastanawiam się co słychać u moich przyjaciół, czy czują się dobrze, źle, kiedy zobaczę najmniejszy nawet znak, że coś jest nie tak dzwonię/piszę/whatever. Często nie mogę się sama odezwać, to fakt, bo niestety z pieniędzmi na komie to u mnie zawsze krucho, ale starałam się pisać chociaż maile! Sama niestety jednak nie zasłużyłam sobie nawet na jedno miłe słowo, czy normalnego smsa. Oczywiście kiedy jestem potrzebna, to każdy staje na głowie, żeby tylko mi się podlizać, ale tak po prostu, żeby okazać zainteresowanie to już za ciężko. Jest mi przykro, bo mam wrażenie, że dałam z siebie wszystko, może to nie wiele, fakt, ale więcej już nie mam, już nie dam rady, a… No właśnie a. Ostatnio odczuwam, że ludziom zwyczajnie nie chce się już poświęcać dla jakiejś tam przyjaźni. Bo studia, bo nowi znajomi, bo brak czasu, bo chłopak, bo trylion innych dziwnych powodów. Ok., rozumiem. Tylko… Sama już nie wiem. Chciałabym to wytłumaczyć tak, żeby wszyscy zrozumieli i żebym nie musiała się potem tłumaczyć z tego, co wysmażyłam, ale coś nie idzie. Bo to nie jest tak, że wszyscy jak jeden mąż teraz zaczęli się tak zachowywać. Nigdy w życiu! Są osoby, które dalej są dla mnie oparciem, na które mogę liczyć i które potrafią mi powiedzieć Kocham cię! i nie wyglądać przy tym jakby miały zaraz zwymiotować. Więc ja tak uogólniam tylko, żeby było jasne. No ale wracając do naszych baranów. Owszem, piszę to z wrodzonego egoizmu, ale też mam do niego prawo. Ja po prostu nie chcę zostać sama. Boję się tego najbardziej. Boję się, że znów będę czuła to, co dwa lata temu, a tak bardzo przecież nie chcę tego czuć. Niestety gdybym teraz przestała się odzywać którejś z tych osób to ona by to zniosła, bo nie ma nikogo, kto by beze mnie nie mógł żyć. A ja bym chciała, żeby ktoś taki był.
Ta co ma ej. Pamiętasz jak śpiewają twoje ukochane chłopaki z GC? „ I don’t care what they say, I don’t need them anyway, I just go about my day… But anyway!”
Pisanie. A co to jest pisanie? Bo ja już tego nie potrafię. Ja już nie mogę. Mam ochotę zwymiotować na widok kartki papieru. A może to ze zmęczenia. Nie wiem. Czekam tylko. Jeszcze chwila, jeszcze troszeczkę, a wszyscy zapomną, wszystkim się znudzi. Nie będzie już Nari i jej fajnych zabawek. Będzie tylko Nari. A Nari bez fajnych zabawek jest jeszcze mniej interesująca niż teraz, czyli krótko mówiąc kompletnie bezwartościowa.
Ci się zachciało być pisarką. Weź skasuj te gryzmoły najlepiej. Będzie lepiej dla wszystkich. Bo i tak już nic tylko ludzi wkurwiasz swoim zachowaniem.
I nie, nie mam rozdwojenia jaźni. Ja po prostu przewiduję reakcję tłumu.
KTHANXBYE.
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Notka miała być w piątek, ale ponieważ jestem gadatliwa to będzie już dzisiaj (a w piątek następna, a co! ;p). Dzisiaj w naszej rodzimej FAILtv tysiąc pięćset sto dziewięćsetny odcinek telenoweli Kolorowa Duża Piłka w Wielkim Mieście. Dziś nasza bohaterka rozpoczęła studia, jeśli jesteście ciekawi jak jej poszło, zostańcie z nami! Czy ja się robię sarkastyczna? NIEMOŻLIWE! No dobra, może nie straciłam ani nogi, ani ręki, ani głowy (tej nie mam już od dawna), ale nie mogę powiedzieć, żebym zaliczyła ten dzień do specjalnie udanych.
Po pierwsze: ZGUBIŁAM KALENDARZ. Tak ten nowy, śliczny, manifestujący moje drugie francuskie ja. Ten, w którym miałam wydrukowany nowy plan. I ten, który miał zrobić z Zakręconej Nari Dziwaczki, Uporządkowaną Nari Dziwaczkę. Oh well, widać ład i porządek nie są mi pisane.
Po drugie: Naprawdę czułam się dzisiaj zagubiona. Wszystko było inne i takie strasznie obce, takie nie-moje, jakbym tam nie pasowała. Przyglądałam się tym ludziom, którzy przecież i tak mają mnie gdzieś i nawet nie silą się na uprzejmość (z 4 wyjątkami!) i doszłam do wniosku, że level pokazówki i odpicowania wzrósł o dobre kilkadziesiąt procent odkąd ostatnim razem zmieniałam szkołę. Szczerze? Nie przestraszyły mnie gadki o egzaminach, czy o tym, że będzie ciężko. Wiedziałam o tym. Problem polega na tym, że ja się tam czuję jak kosmita. Ja w swojej tęczowej kurtce, w której wyglądam jak wielka piłka plażowa (i tak, ona mi się podoba, jest przeurocza, ale to nie zmienia faktu, że jestem piłka), z wiecznie potarganymi włosami, zaspana, z fioletowymi paznokciami, z badżami przypiętymi do spodni i piórnika, z książką fantasy pod pachą i słuchawkami, w których na cały głos rozbrzmiewa The Young and The Hopeless Good Charlotte. Ja zakochana w smokach, demonach, aniołach, mandze, yaoistka, bazgroląca coś od czapy zamiast robić notatki. JA TAM NIE PASUJĘ. Do tych wszystkich domorosłych dorosłych studentów. Do tego całego systemu. W ogóle. Ani odrobinkę. Mam teraz ochotę na dobrego loga, na przeczytanie fan fika, obejrzenie jakiegoś fazowego odcinka X Files albo Supernaturala, w ukochanych fioletowych dresach, wyciągniętym T-shircie z ogromnym kubkiem Lady Gray nucąc Shattered pod nosem.
A przede wszystkim mam ochotę się przytulić i wypłakać, i usłyszeć „Jestem z ciebie taka dumna!”. No ale to niemożliwe. Wiem, już się przyzwyczaiłam.
Teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że jutro będzie już chociaż trochę lepiej.
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Untitled
czwartek, 16.września.2010, 20:48
Jak długo jeszcze wytrzymam? Jak wiele zniosę? Ile jeszcze łez przyjdzie mi wylać?
EDIT.
Ok., więc wczorajsza notka była wyjątkowo krótka i wyjątkowo dramatyczna nawet jak na mnie. Nic tylko www.dramabutton.com . Tyle, że naprawdę było ze mną źle, a nie potrafiłam znaleźć słów, żeby opisać jak bardzo i z jakich powodów. Z resztą na wrześniowy spam planowałam zupełnie coś innego. Nie podejrzewałam, że będę potrzebowała blogowej terapii tak na szybko, natychmiast. Nabazgrałam sobie wcześniej takie podsumowanie miesiąca o tym, jak strasznie mi źle, blablablablabla, spam, spam, random, random, angst, przy okazji dorzucając coś zabawnego, nowa faza, w końcu trzeba urozmaicać ten zakurzony i zapomniany przez wszystkich przybytek prawdy o mojej duszy. Brzmi poetycko, co? Niestety życie nas nie rozpieszcza, jest brutal i full of pułapkas, dlatego też z planowania, żartowania z samej siebie i traktowania problemów trochę z przymrużeniem oka nic nie wyszło.
Wiedzieliście, że to boli, gdy was policzkują? Znaczy nie tak fizycznie, no bo to w miarę naturalne, ale tak duchowo. Wiadomości spadają na ciebie jak grom z jasnego nieba i masz wrażenie, że ktoś cię uderzył, a potem oblał kubłem zimnej wody. Klatka piersiowa uciska serce tak mocno, że ono aż przestaje pompować krew. Jednocześnie odczuwasz taki straszny wstyd i masz wrażenie, że kiedy następnym razem spojrzysz na siebie w lustrze to zwymiotujesz. Bo jak opowiedzieć wprost o rzeczach tak nienaturalnych, tak złych i tak nie na miejscu, że każdy normalny człowiek przeraziłby się ich nienormalnością. Bo przecież 99% społeczności to sceptycy, którzy żywią się logicznymi, poukładanymi, zbadanymi, dokładnie sprawdzonymi i udowodnionymi teoriami popartymi argumentami. Tacy ludzie wyciągają błędne wnioski z tego, co mówisz zanim jeszcze skończysz to mówić, więc jak niby im cokolwiek wytłumaczyć? Tych zagubionych i kurczowo trzymających się swoich paramasturbacyjnych wierzeń jest naprawdę jedynie garstka, tych którzy by zrozumieli jest tak właśnie niewielu.
Mogę powiedzieć, że to sytuacja patologiczna, ale ona patologiczna nie jest. To po prostu brak zrozumienia, przerwany przewód na linii komunikacyjnej, błędny kod dostępu i bardzo dużo gigabajtów egocentryzmu. Bo ludzie nie umieją rozmawiać, oni warczą i szczekają, wrzeszczą, bluźnią, atakują, myślą tylko o sobie, bo za myślących jako rasa przecież uchodzą. Ranią się nie specjalnie, tylko właśnie przypadkiem. A kiedy już wiedzą, że zrobili źle duma nie pozwala im się do tego przyznać i próbują się bronić, a co jest najlepszą obroną? Atak oczywiście.
Problem polega na tym, że kiedy stajesz na wprost takiego ataku to nie potrafisz się mu przeciwstawić. Jako dziecko, gdy działo się coś złego chowałam się za fotelem, przytulałam głowę do jego oparcia, jakby to była magiczna tarcza, za którą nikt nigdy mnie nie znajdzie, które nic nie będzie w stanie zniszczyć. I to działało. Siedziałam tam, płakałam, trzęsłam się, a kiedy myślałam, że ataki się nie skończą, że mój schron się rozpadnie, wtedy przychodził Anioł, tulił mnie, mówił, że wszystko już jest w porządku i rzeczywiście tak było. Niestety teraz już jestem na to za duża, nie mieszczę się za fotelem, Anioł odleciał z powrotem do nieba i sama musiałam stać się czyjąś tarczą, dobyć miecza i walczyć, jak na prawdziwego księcia przystało. Chociaż chyba bardziej niż księcia dzierżącego w dłoni władzę przypominam Błędnego Rycerza Don Kichota walczącego z wiatrakami i zakochanego w wytworze swojej wyobraźni. Mam w sobie wiele wiary, wiele nadziei, ale czasem miewam wątpliwości, co tylko dowodzi tego, że moja krew jest czerwona, a moje łzy słone. Wczoraj właśnie taką chwilę słabości przeżyłam, nie spodziewałam się jej, a może nie tyle nie spodziewałam, co zwyczajnie nie byłam przygotowana na to, że będzie tak intensywna.
Właściwie to teraz chyba nie ma już żadnego znaczenia, było, przeszło, wróci pewnie bardzo szybko. Bywa.
Potrzebuję teraz trochę świeżego powietrza. Jak odetchnę i wrócę, to pewnie jeszcze poprawię ten wpis.
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Szum wiatru, który przy każdym podmuchu coraz bardziej rozwiewa włosy, trawa smyrgająca w stopy przy każdym kroku, słodki zapach dojrzewających jabłek, ciepłe promienie słońca przedzierające się przez gałęzie i cisza… Ale nie taka niezręczna, czy przytłaczająca, nie, cisza, przy której można spokojnie zasnąć i spać, spać, spać i mieć same piękne sny. Chciałabym zachować te chwile na dłużej niż kilka uderzeń serca. Czuję się taka spokojna, taka wypoczęta… Leżę w ogrodzie na trawie, wyciągam dłoń ku niebu próbując go dotknąć…
Ten króciutki fragmencik nowej notki na bloga nabazgrałam w zeszycie siedząc na działce. Jest po-skreślany, litery są koślawe, niektórych wyrazów nie można dokładnie odczytać, jak zawsze u mnie. Problem polega na tym, że nie mogę już dokończyć tego pięknego letniego obrazka. Połamały mi się kredki, a temperówka zaginęła gdzieś w pokoju i chociaż krzyczę, błagam, proszę, nie chce wyjść. Słyszę miarowe uderzenia kropel deszczu o parapet. Czyżbym znów coś zaczarowała? Znów naszamaniła? Szkoda tylko, że tym razem to nie moje dzikie okrzyki radości przywołały wodę z nieba w te upały, a moje łzy. Dawno już nie płakałam, bo w sumie nie miałam do tego powodu. Byłam naprawdę szczęśliwa, uśmiechałam się i byłam wypoczęta, chociaż śpiąca jak zawsze. Niestety jestem głupiutką Nari z Krainy Czarów, a głupiutkie Nari z Krainy Czarów niedługo bywają szczęśliwe. Wiem, że nie powinnam wszystkiego brać tak bardzo do siebie, ale ta dziwna rozmowa w kuchni w niedzielne popołudnie, taka niby od niechcenia, sprawiła, że zaczęłam wątpić podjętą przez siebie decyzję, co do studiów. Wiem, że moja rodzina chce dla mnie jak najlepiej i martwi się o moją przyszłość, ale… Ja chcę studiować stosunki międzynarodowe, to mnie interesuje, chcę osiągnąć coś wielkiego w tej właśnie dziedzinie. Nie chcę myśleć, że popełniłam największy błąd swojego życia rezygnując z prawa, które przecież daje szerokie perspektywy na przyszłość. Nie wiem, co będzie w przyszłości, ale wiem, że chcę spełniać swoje marzenia, a jeżeli los zdecyduje, że mam być biedną, starą panną, cóż… trudno. Takie też są potrzebne. Już wystarczająco często w siebie wątpię, a te dobre wyniki matury i rekrutacji naprawdę bardzo mnie podbudowały. Przecież i tak te studia to tylko dlatego, że muszę, bo przecież w głębi serca chcę się poświęcić temu, co kocham ponad całą inną wiedzę świata, czyli pisaniu. Może i nie jestem w tym dobra, może i brak mi weny, ale ja naprawdę, naprawdę przeokropnie to uwielbiam. Kiedy piszę, czuję, że żyję, że jestem tutaj po coś, nie przypadkiem, że wreszcie nad wszystkim panuję… Ale przepraszam, chyba się rozpisałam, a to przecież nie o samym akcie tworzenia miała być dzisiejsza notka.
Dalej będzie o tym, że czasem wątpię nie tylko w siebie, ale i w innych. Bo chociaż przez 90% czasu potrafię zagłuszyć nachodzące mnie dziwne myśli, to te 10% zawsze jest gdzieś w zapasie i dopada mnie kiedy się tego ani trochę nie spodziewam. Martwię się, bo kocham, ale nie jestem do końca pewna, czy kocham ze wzajemnością. Nie wiem dlaczego poczułam takie dziwne ukłucie przyglądając się i przysłuchując. I chyba się pogubiłam w całej tej swojej wierze, że to tak już na stałe, że nic się nie zmieni, a tutaj nagle się zmienia. Wiem, że to, co teraz pisze dla większości z was nie będzie miało sensu, ale… Ja muszę to tutaj napisać, bo mi to leży na sercu. A piszę w sposób zgmatwany, żeby potem się nie musieć szczerze tłumaczyć. I nie, nie jestem nieszczęśliwie zakochana, romantyczność zostawmy na kiedyś tam indziej, kiedy będę mogła wreszcie o niej napisać.
Niestety to jeszcze nie koniec mojego narzekania. Chciałabym być samodzielna, tak zupełnie nieza-leżna od nikogo, nie musieć się martwić o jakiekolwiek pieniądze… Ja wiem, że to nie jest problem, wiem, że wujek i ciocia się starają, żeby mi niczego nie brakowało i robią to, bo mnie kochają, a nie dlatego, że muszą, ale... Mam wrażenie, że jestem beznadziejna i do niczego się nie nadaje, że stwarzam same problemy, nic dobrego ze mnie nie przychodzi, to wszystko.
Jeszcze jedna rzecz… Została na koniec, ale jest najważniejsza. Dlaczego nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak? Wydaje mi się, że on źle się czuje, że nie jest tak silny i zdrowy jak utrzymuje. Serce zabiło mi mocniej, kiedy wczoraj ciocia powiedziała mu, że schudł, bo też to zauważyłam, ale myślałam, że mi się wydaje. A dzisiaj… Na weekend będziemy mieli gościa. Przyjedzie wujek z Gdańska, z którym dziadek nie widział się, bo ja wiem kilka lat. I kiedy rozmawiali przez telefon padło coś w stylu: „Tak się cieszę, że się jeszcze zdążymy zobaczyć…”. To może głupie, ale… Wystraszyłam się. Tak kurewsko się boję. Nie chcę… Nie chcę znowu tego przeżywać, nie teraz… Nie chcę zostać sama… Nie chcę! Gdybym mogła mieć chociaż jedno życzenie… Tylko jedno, malutkie… Odkręciłabym to wszystko. Nie byłoby tych dwóch lat. Tej udręki, bólu, zmartwień. Nie chcę znowu zadawać tego pytania, bo… Bo już za wiele razy padło z moich ust, ale…
Dlaczego?
Can we pretend that airplanes
In the night sky
Are like shooting stars
I could really use a wish right now (wish right now, wish right now)
Can we pretend that airplanes
In the night sky
Are like shooting stars
I could really use a wish right now (wish right now, wish right now)
B.o.b. featuring Hayley Williams from Paramore "Airplanes"
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Wiecie co? Chyba dzisiaj wywołałam deszcz! XD Naprawdę, nie patrzcie tak! Nie, poważnie! Sceptycy się znaleźli, jak mówię, że wywołałam, to znaczy, że wywołałam. No serio. Tak serio. Serio, serio.^^ No jak nie wierzycie to nie, w każdym razie u mnie padało! Jakim cudem? Super Specjalny Narisiowy Dziki Taniec Radości, ot co! No wiecie zaczyna się od głupiej wiadomości, że cię przyjęli na wymarzone studia, a nawet na kierunki, które były tylko back-upem i ani się obejrzysz, a już głaszczesz Rudego Elfika, tulisz Albrechta, całujesz Królisia i krzyczysz przyjaciółkom do słuchawki, że mają być z ciebie dumne, bo ZROBIŁAŚ TO~~(swoją drogą brzmi ohydnie dwuznacznie^^)! Potem to już idzie z górki, dzikie pląsy po pokoju, potem po salonie, kuchni i z powrotem. Na koniec z dzikim ‘OMG ALE AWSOME!’ lądujesz na łóżku w miękkiej pościeli i czujesz, że jest ci strasznie błogo, że jesteś przeokropnie szczęśliwa, a życie chociaż daje w kość potrafi też sprawić przyjemność. No a potem powtórzyłam to… trzy razy. TAK TRZY. A ile się przy tym nauśmiechałam, nachichotałam, naskakałam, raz nawet się prawie przewróciłam (ale cicho to się wytnie)! I znowu rozbolał mnie brzuch, ale to nic, to nie szkodzi, bo przecież jest dobrze. Wreszcie naprawdę mam wakacje i mogę z nich korzystać! Przeczytam tyle książek, że wyjdą mi uszami, będę pisać, naprawdę będę i wypełnię większość postanowień z listy! I już nic nie jest mi straszne, niepewny książę pokonał złego smoka i jest z siebie strasznie dumny^^. Potem spadł deszcz. A ja znów zaczęłam się śmiać przypominając sobie to, co wyprawiałam wcześniej. Kto wie, może mam w sobie indiańską krew. Nari Czerwonoskóra! No jak pojadę nad morze i będzie taka pogoda, to z pewnością będę czerwonoskóra, nawet spalonoskóra XDDD. No ale o tym następnym razem. Dzisiaj tylko HIP HIP HURA! HIP HIP HURA! NARI JEST NIEBYWALE SZCZĘŚLIWA! XDDD
Dobra, wiem, przegięłam, ale i tak mnie kochacie, nie? ;>
Nari:*
Nastrój:
tagi:
I got a pocket, got a pocketful of sunshine.
I got a love and I know that it's all mine. Oh, oh, oh, oh.
Do what you want, but you're never gonna break me.
Sticks and stones are never gonna shake me. Oh, oh, oh, oh.
Natasha Bedingfield - Pocket full of susnshine
Chyba nadeszła pora odkurzyć moje kolorowe kredki i narysować nowy obrazek. Dodajemy kilogram nieposkromionej zieleni, pół litra zdesperowanego fioletu, pięć kawałków dzikiej czerwieni, szczyptę sfrustrowanego żółtego, łyżeczkę niewyżytego pomarańczowego, garść penetrującego niebieskiego i jeszcze ziarenko zakręconej (sfiksowanej) czerni(niestety czerni na czerni widać nie będzie, więc musiałam improwizować ;p). Teraz wszystko mieszamy różdżką, ale tylko w prawą stronę, bo… bo… bo sobie tak wymyśliłam, a co ;p! Cóż dalej… Ach! Odpowiednia inkantacja Avada Kedavra! Tfu, na psa urok! Toż nie to! Inkantacja… Jakaś się tam znajdzie, to teraz nieważne! Tsuzuki mi podpowie, a Watari przełoży na demoni ;p. W każdym razie, jak wszystkie czynności zostały wykonane poprawnie otrzymać powinniśmy ni mniej ni więcej, jak eliksir szczęścia, którego nie powstydziłby się nawet Severus Snape. A swoją drogą… Nie powinnam chyba używać SS+eliksir szczęścia w jednym zdaniu, jeśli chcę jeszcze pożyć. No ale wracając do malowania, warzenia, gotowania, czarowania i kombinowania, czyli revenons a nos mutons (po francusku ;p mam certyfikat to mogę ;p), jak zwykła mawiać moja ulubiona nauczycielka matematyki dwujęzycznej. Teraz pijemy eliksir duszkiem aż do ostatniej kropelki i już jesteśmy po a. zakręceni, po b. możemy zostać kim chcemy, kierowcą autobusu, krasnalem, czarodziejem, bladerem, shinigami, kelnerem, siepaczem, tenisistą, smokiem, praczką, złym królem, Alicją z Krainy Czarów, rewolwerowcem, alchemikiem, animagiem, albo po prostu sobą, a po c. namalować najpiękniejszy radosny obrazek na całym świecie! Fajnie, co nie?^^
Dzisiaj są urodziny Drakona, więc namaluję mu laurkę! Hihihi. Ciekawe, czy mu się spodoba? Pewnie bardziej by wolał od moich picassowskich artów, żebym go skończyła, ale trudno. Musi się nauczyć, że jak się nie ma, co się lubi to się lubi, co się ma. Ale… Hm… Teraz to już chyba mogę się postarać, nie? ;)
A teraz, kiedy już wyżyłam się twórczo i mój umysł zwichrowany się uspokoił, czas na część oficjalną notki.
Z niedowierzaniem wpatruję się w świstek papieru, który mam przed sobą, zupełnie jakby nie należał do mnie, jakby to było świadectwo innej osoby, obcej. Nie powiem, że jest idealnie, bo przecież zawsze mogło być lepiej, ale jest dobrze. Stres, łzy, chwile zwątpienia, strach wszystko to nagle przestało być ważne no i już prawie się skończyło. Jeszcze tylko jeden niziutki szczyt do zdobycia, a potem będę mogła odetchnąć, wyciszyć się, korzystać ze słońca, wakacji, dobrze się bawić. Euforia powoli zaczyna uderzać mi do głowy, na przemian płaczę i się śmieję i czuję się tak, jakby ktoś zdjął ze mnie przygniatający mnie prawie od roku głaz. W dodatku już 6 z 20 pkt na liście udało mi się mniej więcej zrealizować i naprawdę, naprawdę jestem z siebie dumna. Mam nadzieję, że inni też są. Szczególnie… Chociaż nie, co do tego nie mam wątpliwości. Uśmiecham się lekko do siebie.
Jakoś przyszłość przestała mi się wydawać przerażająca, przynajmniej w tym momencie.
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Gratulacje, udało wam się. Znów jest mi przykro, znów płacze, znów mam wszystkiego dość, znów myślę, że jestem nic niewartym tworem, beznadziejnym nawet w swojej beznadziejności. Powinnam po prostu zniknąć, jak ten zamek z piasku, który sobie zbudowałam i udawałam, że jest szczęśliwym domem, kiedy tak naprawdę przez cały czas podmywały go fale aż nie zostało nic poza bezkształtną masą nienadającą się do niczego, a najmniej do egzystowania. Może mnie też zabierze jakaś woda? Nieważne gdzie, byle dalej stąd. A może ja po prostu jestem dla świata idealnym workiem treningowym? Stara się uciec, ale i tak wraca, żeby go można było uderzyć, kopnąć, zniszczyć, nie ma nic do zaoferowania poza sobą, ale to za mało, zawsze za mało. Zastanawiam się tylko czasem, co ja takiego zrobiłam złego w życiu, że wszystko wali mi się na głowę kiedy się tego nie spodziewam. Wolałabym już chyba żeby problemy były nieustająco na mojej głowie, niż pojawiały się wtedy, gdy wszystko jest w porządku i zaczynam myśleć, że może mogę być choć przez chwilę szczęśliwa, przyzwyczaiłabym się do złego, nie narzekała. A może teraz też powinnam? Tylko, że to strasznie boli, strasznie, kiedy oddajesz światu swoje serce, a on je przeżuwa i wypluwa nienadające się do niczego. I wtedy jedyne, co możesz zrobić to się rozpłakać, bo wiesz, że nie umiesz powiedzieć dość i za jakiś czas ten okrutny świat wróci, znów zabierze ci serce, to już raz przeżute i znów przeżuje je od nowa. Co w takim razie powinnam zrobić? Ukryć się. Głęboko pod ziemią. Tylko ja, Drakon, okulary i zdjęcie. Nikt więcej. I oni nie pozwolą zrobić mi krzywdy, nigdy, przenigdy, będą o mnie dbali, a ja o nich. I będę wtedy spokojna i najszczęśliwsza.
Nari wreszcie zdecydowała się pobiec za białym królikiem, nie ma jej, raczej nie wróci za szybko. Poza tym przecież i tak nie będziecie za nią tęsknić.
Nari:*
Nastrój:
tagi:
A więc wróżka-zębuszka… A nie, wróć, ja swoich mleczaków to już nie pamiętam, teraz mogą mi co najwyżej stałe zacząć wypadać, więc nie wróżka- zębuszka… No to może… Skrzat? Nie, nie lubię kwaśnego mleka. Czarodziej? Jeszcze na mnie rzuci urok. Smok? Nie, dziękuję, spalone mięso jest ohydne. No to już nie wiem kto, a z resztą to chyba jest mało ważne. Sęk w tym (‘Sęk? Jaki sęk?’ XD)… O-o-o rany O_O. Właśnie jakąś dziwną kombinacją klawiszy otworzyłam sobie pocztę i zamknęłam Internet jednocześnie. WTF?! No, ale to nie o tym chciałam pisać, to był random, co wyskoczył niespodziewanie jak grom z jasnego nieba. W każdym razie chodzi o to, że przyszła pora, aby coś na blogu napisać, żeby przypadkiem nikomu nie przyszło do głowy go blokować i nieistotne kto mi o tym szepnął do ucha. Ostatnimi czasy dzieje się dużo, za dużo nawet bym powiedziała. Miałam mieć wakacje i odpocząć, a tutaj jestem bardziej zmęczona niż byłam^^’. Wakacyjny BUM zwalił mnie z nóg, skopał, a potem jeszcze naskoczył i podeptał. Mam nadzieję, że to minie, bo mój organizm nie reaguje tak jak powinien i zaczynam się o siebie martwić. Powoli małymi kroczkami staram się realizować postanowienia z poprzedniej notki i chyba idzie mi znośnie, nie powiem, że dobrze, bo nie chcę zapeszać, ale na razie nie jest źle. Żeby tylko praca się znalazła, to by już było ekstra. Oczywiście, jak to w życiu moim bywa są i komplikacje, ale kiedy ja ich nie miałam XD? Wszystko ostatnio psuje, co wezmę do ręki i zaczyna mnie to poważnie denerwować, bo jakby na to nie patrzeć większość z tych rzeczy była mi potrzebna, oh srsly. Np. sandałki i telefon. To drugie chwała dało się naprawić, ale z butami nie wiem jak będzie. Staram się dużo czytać i tutaj nie powiem, jestem szczęśliwa, bo przez tydzień, chociaż zabiegany dałam radę połknąć prawie 5 pozycji XD. Gorzej ze sprzątaniem. To nie moja wina, że go nie lubię i nie chce mi się za nie zabrać T_____T. Oh, well, life is a bitch after all. Brakuje mi też nowej muzyki, ktoś ma może coś, co by mnie zainteresowało XD? Chętnie posłucham propozycji. Ach wiem, co jeszcze. WENA. WENAWENAWENAWENA D: ! To jakiś skandal naprawdę, żebym nie mogła nic napisać, starzeję się czy jak? Trochę się czuję jak Sumire, bohaterka Sputnika Sweetheart Harukiego Murakamiego.
Po prostu kiedy próbuję coś napisać, nie mogę. Siadam przy biurku i nic mi nie przychodzi do głowy – żadne pomysły, słowa, sceny. Koniec. Jeszcze nie tak dawno temu miałam miliony rzeczy do opisania. Co się, do diabła, ze mną dzieje?
Oj coś czuję, że będę teraz często cytowała tą właśnie książkę. Jakoś polubiłam tą ekscentryczną młodą pisarkę, wokół której kręci się akcja powieści. Rozumiem ją, a może jest odwrotnie? Może to ona rozumie mnie? Cóż… Książki mają na mnie dziwny wpływ, a te dziwne to już w ogóle przewracają mi w głowie XD! Co więcej? Nic. Pozostaje mi już tylko wsłuchać się w rytmiczny stukot deszczu o parapet. To właściwie całkiem przyjemne zajęcie i całkiem przyjemny odgłos jak tak się głębiej zastanowić. No i ten zapach! Ależ się rozpisałam (to tak a propo braku weny XD)! Trzymajcie kciuki żebym nic już więcej nie zepsuła, odnalazła inspirację, wyspała się i odpoczęła oraz dalej wytrwale wykreślała zrealizowane postanowienia z listy.
Nari:*
Nastrój:
tagi:
Hej ty, smutna dziewczynko siedząca w kącie! Mam dla ciebie propozycję, chcesz? Ha! Wiedziałam, że się zgodzisz, w końcu nie masz przecież nic do stracenia, jesteś na rozstaju, możesz albo dalej siedzieć i się nad sobą użalać, jak to masz w zwyczaju, robić te wszystkie rzeczy, po których nie możesz na siebie patrzeć, albo podjąć wyzwanie i zmienić się, wywrócić życie do góry nogami, żeby stało się lepsze. I teraz to już nie będzie przebacz, wszystko będę miała na piśmie! To jak? Gotowa? Oj przestań! *wywraca oczami* Głupiaś i tyle! Nie umrzesz, nie zostaniesz Shinigami, siepaczem, czy innym cholerstwem. Weżmiesz.się.w.garść. Jak to nie jesteś przekonana? Proszę cię, nie bądź niemądra! Lubisz się nad sobą użalać, albo jak inni to robią? Nie? No właśnie! To słuchaj, co mówię i notuj uważnie, bo nie będę powtarzać. Jak sobie zapiszesz, to może wreszcie się zastosujesz i przestaniesz nas obie zadręczać.
- Przestanę się denerwować pierdołami.
- Przestanę się denerwować (a przynajmniej troszeczkę) maturą.
- Uwierzę w siebie i w to, że zdam maturę najlepiej jak potrafię, a potrafię dobrze.
- Zrealizuje założenia z listy „Ostatnie maturalne przygotowania”.
- Znajdę pracę i postaram się zarobić na nowy telefon, laptop lub wyjazd do Francji w przyszłym roku z ukochaną siostrą.
- Przestanę obgryzać paznokcie.
- Przestanę być Niegrzeczną Dziewczynką.
- Przestanę być histeryczką.
- Przeczytam jak najwięcej książek przez wakacje.
- Postaram się poprawić Drakona i pisać go dalej w prawie każdej wolnej chwili.
- Napiszę opowiadanie i postaram się, żeby było na tyle dobre, żeby je wydrukowali w którymś z polskich pism fantasy.
- Schudnę.
- Będę się zajebiście bawić na wyjeździe i nie pozwolę, aby drobne nieporozumienia psuły mi humor.
Zrobię generalne porządki w pokoju i zmienię trochę jego wystrój. (Hm... Może z wystrojem trochę gorzej, ale porządek mam! *wkopuje skarpetki pod łóżko* :)
Znajdę obie nową fazę. (A odnowienie starych się liczy? XD)
- Zrobię mnóstwo wspaniałych zdjęć i wezmę udział w kolejnej edycji konkursu National Geographic.
Pójdę przynajmniej na jedną imprezę. (Na mojej własnej byłam, ale cii, było epicko XD)
- Wyciszę się.
Sprawię, że wszyscy łącznie ze mną samą będą ze mnie dumni.
- Zrealizuję większość postanowień z w/w listy.
Dwadzieścia punktów, bo mam dwadzieścia lat. Większość jest do zrobienia, muszę tylko się postarać. Kiedy zrealizuję jakiś punkt z listy będę go skreślać, mam nadzieję, że do października większość będzie już za mną. Podobno na piśmie się bardziej liczy. No i ponieważ jestem narcyzem i lubię czytać swoje notki, to zawsze otwierając bloga będę miała tą listę przed oczami. Będzie fajnie! Dość niestabilności emocjonalnej! I szczerze? Nie chodzi tutaj o dorastanie, dlatego, że ja lubię być dzieckiem i czasem wydaje mi się, że z niektórych rzeczy w życiu nigdy nie zrezygnuje, nigdy się ich nie wyprę, bo są integralną częścią mnie, nieważne jak bardzo niedojrzałe. Po prostu są rzeczy, które mogę i chcę w sobie zmienić i nie mają one aż tak dużego wpływu na mój charakter. To chyba tyle. FIGHT! Życzcie mi powodzenia i trzymajcie za mnie kciuki!
Ja, Nari zobowiązuję się do zrealizowania większości punktów zmieszczonych na liście, jeśli mi się nie uda to niech wypadną mi włosy, czy coś ;p (w sumie bardziej „czycoś” XD).
Podpisano:
Nari from the Wonderland
Nari:*
Nastrój:
tagi:
I znów to samo. Czuję jak to okropne, oślizgłe coś wdrapuje mi się na plecy i owija swój kolczasty ogon wokół mojej szyi i zaciska go tak mocno, żeby bolało, ale nie na tyle, żeby mnie udusić. No bo przecież martwa zabawka to nic ciekawego, prawda? Nienawidzę tego uczucia. Nienawidzę. Nienawidzę. Nienawidzęnienawidzęnienawidzę! Nienawidzę nienawidzić. A jednak to robię… Nienawidzę już tak wielu rzeczy, że aż boję się spojrzeć w lustro, żeby nie zobaczyć na swojej twarzy napisu „Nienawidząca świata oferma”. Problem polega na tym, że właśnie taką się czuję. A jutro to się potwierdzi na piśmie. Oh Joy! Chyba mi niedobrze, tak myślę… I to już nawet przestało być przykre, teraz to już jest żałosne. I jeszcze to oślizgłe coś! Odczep się! Wyjdź z mojej głowy! Proszę… Wiem, że to wszystko jest kurewsko irracjonalne, ale… Ja naprawdę… Boję się. I nie mogę przestać. Chociaż ze wszystkich sił próbuje, to nic z tego nie wychodzi. Ciągle tylko strach, strach i strach. Wszędzie. Czasem moje serce bije tak okropnie szybko, że zastanawiam się, czy za chwilę się nie zatrzyma ze zmęczenia. Każdy biegacz przecież kiedyś musi odpocząć. Nie chcę się bać, naprawdę nie chcę, ale nie umiem tego powstrzymać. Wiem, że powinnam, ale nie umiem. A najgorsze jest to, że znów pieprze jak pomylona, bo jest późno i jestem zmęczona, i nie mogę powstrzymać łez.
Nari:*
Nastrój:
tagi:
So one day he found her crying
Coiled up on the dirty ground
Her prince finally came to save her
And the rest you can figure out
But it was a trick
And the clock struck 12
Well make sure to build your house brick by boring brick
or the wolves gonna blow it down*
Spoglądam w lustro i przez chwilę nie jestem pewna czy patrzę na samą siebie. Mrugam ze zdziwienia. To ciągle moje potargane włosy, moje zmarszczone brwi, moje podkrążone oczy, moje piegi, mój nos,moje skrzywione wargi, ale coś jednak jest nie tak, tylko nie wiem co. Wzdycham ciężko i przekrzywiam głowę zirytowana. Patrzę i patrzę, aż wreszcie dostrzegam. Jest dwie mnie. Ta uśmiechnięta, szczęśliwa, pełna energii, biegająca za białym królikiem i dyskutująca o wpływie herbaty na życie człowieka z Szalonym Kapelusznikiem Nari-Alicja oraz ta okropna, wiecznie zapłakana, zmęczona, robiąca te okropne rzeczy Niegrzeczna Dziewczynka. Patrzę i patrzę dalej i nie mogę się nadziwić. Widzę dwa zamki, marmurowy i węglowy. Jak to w bajkach bywa powinnam się teraz zdecydować, czy chcę być dobrą mną, czy złą mną i tego wyboru się trzymać, aż po kres. Niestety w prawdziwym życiu tak nie ma. Chciałabym umieć połączyć te dwie mnie w jakiś w miarę logiczny i komfortowy sposób, najlepiej z przewagą Alicji. Jakieś sugestie? Pewnie jak zwykle nie. Pewnie znów tylko pouczenia, nakazy, zakazy, mądrzenie. No to... Wezmę wielki młot i zburzę oba zamki. Bo jak je zburzę, to może wreszcie zostanę prawdziwa ja. Może wreszcie uśmiechnie się do mnie los, pogłaszcze po główce i powie: "Dobrze zrobiłaś, siostro. Teraz już niczym nie musisz się martwić". A ja wtedy przytulę go tak bardzo, bardzo mocno i wreszcie poczuję się dobrze. Pójdę, gdzie boję się chodzić i usłyszę "Jestem z ciebie dumna." A potem wybiorę bez wahania kolejną z wielu dróg w życiu i chociaż pewnie wiele razy jeszcze w nim namieszam to przynajmniej nie będę już zdezorientowana i załamana. No i może... Znajdę swoją spadającą gwiazdę...
Well go get your shovel
And we'll dig a deep hole
To bury the castle, bury the castle
Ba da ba da ba
*Paramore - "Brick by boring brick"
Nari:*
Nastrój:
tagi:
P-Prze-przepraszam… ale… um… nie widzieliście gdzieś tutaj może białego królika? Wiecie, takiego w niebieskiej kamizelce z zegarkiem w łapkach, który powtarza, że jest spóźniony… Nie? Szkoda. A-a Szalonego Kapelusznika? Mam ochotę na herbatę… Też nie? Heh, trudno. To… Marcowego Zająca? Tylko uważajcie na latające filiżanki! Ach, no tak, jaka ja głupiutka, jak nie ma Kapelusznika to nie ma Zająca. W takim razie… Niech pomyślę… Kot z Cheshire! Kota z Cheshire na pewno widzieliście! Chociaż nie, on jest przecież prawie cały czas niewidzialny… No ale kojarzycie go, prawda? …prawda? Słucham? A, nie, nie martwcie się, wszystko ze mną w porządku, po prostu chyba się zgubiłam i szukam domu. To miejsce jest takie dziwne, zupełnie inne od Krainy Czarów, w której aktualnie powinnam przebywać. Trochę tu… strasznie i nieprzyjemnie, więc odrobinę się boję. Tak myślę, że to pewnie sprawka Królowej Kier! Specjalnie mnie tu wysłała żebym się męczyła! I w dodatku nie mogę nigdzie znaleźć mikstury zmniejszającej. Dzięki niej bym się chociaż mogła ukryć, a tak? To może mi chociaż powiecie co mam teraz zrobić? Też nie?! To nie. Nie lubię was.
Ściąć im głowy!
No dobrze, żartowałam z tym ścinaniem, ale i tak nie mogę wam wybaczyć braku wyobraźni! Musicie, być wszyscy tacy dorośli? Albo nie! Nie odpowiadajcie.
Nari:*
Nastrój:
tagi: