I got a pocket, got a pocketful of sunshine.
I got a love and I know that it's all mine. Oh, oh, oh, oh.
Do what you want, but you're never gonna break me.
Sticks and stones are never gonna shake me. Oh, oh, oh, oh.
Natasha Bedingfield - Pocket full of susnshine
Chyba nadeszła pora odkurzyć moje kolorowe kredki i narysować nowy obrazek. Dodajemy kilogram nieposkromionej zieleni, pół litra zdesperowanego fioletu, pięć kawałków dzikiej czerwieni, szczyptę sfrustrowanego żółtego, łyżeczkę niewyżytego pomarańczowego, garść penetrującego niebieskiego i jeszcze ziarenko zakręconej (sfiksowanej) czerni(niestety czerni na czerni widać nie będzie, więc musiałam improwizować ;p). Teraz wszystko mieszamy różdżką, ale tylko w prawą stronę, bo… bo… bo sobie tak wymyśliłam, a co ;p! Cóż dalej… Ach! Odpowiednia inkantacja Avada Kedavra! Tfu, na psa urok! Toż nie to! Inkantacja… Jakaś się tam znajdzie, to teraz nieważne! Tsuzuki mi podpowie, a Watari przełoży na demoni ;p. W każdym razie, jak wszystkie czynności zostały wykonane poprawnie otrzymać powinniśmy ni mniej ni więcej, jak eliksir szczęścia, którego nie powstydziłby się nawet Severus Snape. A swoją drogą… Nie powinnam chyba używać SS+eliksir szczęścia w jednym zdaniu, jeśli chcę jeszcze pożyć. No ale wracając do malowania, warzenia, gotowania, czarowania i kombinowania, czyli revenons a nos mutons (po francusku ;p mam certyfikat to mogę ;p), jak zwykła mawiać moja ulubiona nauczycielka matematyki dwujęzycznej. Teraz pijemy eliksir duszkiem aż do ostatniej kropelki i już jesteśmy po a. zakręceni, po b. możemy zostać kim chcemy, kierowcą autobusu, krasnalem, czarodziejem, bladerem, shinigami, kelnerem, siepaczem, tenisistą, smokiem, praczką, złym królem, Alicją z Krainy Czarów, rewolwerowcem, alchemikiem, animagiem, albo po prostu sobą, a po c. namalować najpiękniejszy radosny obrazek na całym świecie! Fajnie, co nie?^^
Dzisiaj są urodziny Drakona, więc namaluję mu laurkę! Hihihi. Ciekawe, czy mu się spodoba? Pewnie bardziej by wolał od moich picassowskich artów, żebym go skończyła, ale trudno. Musi się nauczyć, że jak się nie ma, co się lubi to się lubi, co się ma. Ale… Hm… Teraz to już chyba mogę się postarać, nie? ;)
A teraz, kiedy już wyżyłam się twórczo i mój umysł zwichrowany się uspokoił, czas na część oficjalną notki.
Z niedowierzaniem wpatruję się w świstek papieru, który mam przed sobą, zupełnie jakby nie należał do mnie, jakby to było świadectwo innej osoby, obcej. Nie powiem, że jest idealnie, bo przecież zawsze mogło być lepiej, ale jest dobrze. Stres, łzy, chwile zwątpienia, strach wszystko to nagle przestało być ważne no i już prawie się skończyło. Jeszcze tylko jeden niziutki szczyt do zdobycia, a potem będę mogła odetchnąć, wyciszyć się, korzystać ze słońca, wakacji, dobrze się bawić. Euforia powoli zaczyna uderzać mi do głowy, na przemian płaczę i się śmieję i czuję się tak, jakby ktoś zdjął ze mnie przygniatający mnie prawie od roku głaz. W dodatku już 6 z 20 pkt na liście udało mi się mniej więcej zrealizować i naprawdę, naprawdę jestem z siebie dumna. Mam nadzieję, że inni też są. Szczególnie… Chociaż nie, co do tego nie mam wątpliwości. Uśmiecham się lekko do siebie.
Jakoś przyszłość przestała mi się wydawać przerażająca, przynajmniej w tym momencie.
Nari:*
Nastrój:
tagi: