Szum wiatru, który przy każdym podmuchu coraz bardziej rozwiewa włosy, trawa smyrgająca w stopy przy każdym kroku, słodki zapach dojrzewających jabłek, ciepłe promienie słońca przedzierające się przez gałęzie i cisza… Ale nie taka niezręczna, czy przytłaczająca, nie, cisza, przy której można spokojnie zasnąć i spać, spać, spać i mieć same piękne sny. Chciałabym zachować te chwile na dłużej niż kilka uderzeń serca. Czuję się taka spokojna, taka wypoczęta… Leżę w ogrodzie na trawie, wyciągam dłoń ku niebu próbując go dotknąć…
Ten króciutki fragmencik nowej notki na bloga nabazgrałam w zeszycie siedząc na działce. Jest po-skreślany, litery są koślawe, niektórych wyrazów nie można dokładnie odczytać, jak zawsze u mnie. Problem polega na tym, że nie mogę już dokończyć tego pięknego letniego obrazka. Połamały mi się kredki, a temperówka zaginęła gdzieś w pokoju i chociaż krzyczę, błagam, proszę, nie chce wyjść. Słyszę miarowe uderzenia kropel deszczu o parapet. Czyżbym znów coś zaczarowała? Znów naszamaniła? Szkoda tylko, że tym razem to nie moje dzikie okrzyki radości przywołały wodę z nieba w te upały, a moje łzy. Dawno już nie płakałam, bo w sumie nie miałam do tego powodu. Byłam naprawdę szczęśliwa, uśmiechałam się i byłam wypoczęta, chociaż śpiąca jak zawsze. Niestety jestem głupiutką Nari z Krainy Czarów, a głupiutkie Nari z Krainy Czarów niedługo bywają szczęśliwe. Wiem, że nie powinnam wszystkiego brać tak bardzo do siebie, ale ta dziwna rozmowa w kuchni w niedzielne popołudnie, taka niby od niechcenia, sprawiła, że zaczęłam wątpić podjętą przez siebie decyzję, co do studiów. Wiem, że moja rodzina chce dla mnie jak najlepiej i martwi się o moją przyszłość, ale… Ja chcę studiować stosunki międzynarodowe, to mnie interesuje, chcę osiągnąć coś wielkiego w tej właśnie dziedzinie. Nie chcę myśleć, że popełniłam największy błąd swojego życia rezygnując z prawa, które przecież daje szerokie perspektywy na przyszłość. Nie wiem, co będzie w przyszłości, ale wiem, że chcę spełniać swoje marzenia, a jeżeli los zdecyduje, że mam być biedną, starą panną, cóż… trudno. Takie też są potrzebne. Już wystarczająco często w siebie wątpię, a te dobre wyniki matury i rekrutacji naprawdę bardzo mnie podbudowały. Przecież i tak te studia to tylko dlatego, że muszę, bo przecież w głębi serca chcę się poświęcić temu, co kocham ponad całą inną wiedzę świata, czyli pisaniu. Może i nie jestem w tym dobra, może i brak mi weny, ale ja naprawdę, naprawdę przeokropnie to uwielbiam. Kiedy piszę, czuję, że żyję, że jestem tutaj po coś, nie przypadkiem, że wreszcie nad wszystkim panuję… Ale przepraszam, chyba się rozpisałam, a to przecież nie o samym akcie tworzenia miała być dzisiejsza notka.
Dalej będzie o tym, że czasem wątpię nie tylko w siebie, ale i w innych. Bo chociaż przez 90% czasu potrafię zagłuszyć nachodzące mnie dziwne myśli, to te 10% zawsze jest gdzieś w zapasie i dopada mnie kiedy się tego ani trochę nie spodziewam. Martwię się, bo kocham, ale nie jestem do końca pewna, czy kocham ze wzajemnością. Nie wiem dlaczego poczułam takie dziwne ukłucie przyglądając się i przysłuchując. I chyba się pogubiłam w całej tej swojej wierze, że to tak już na stałe, że nic się nie zmieni, a tutaj nagle się zmienia. Wiem, że to, co teraz pisze dla większości z was nie będzie miało sensu, ale… Ja muszę to tutaj napisać, bo mi to leży na sercu. A piszę w sposób zgmatwany, żeby potem się nie musieć szczerze tłumaczyć. I nie, nie jestem nieszczęśliwie zakochana, romantyczność zostawmy na kiedyś tam indziej, kiedy będę mogła wreszcie o niej napisać.
Niestety to jeszcze nie koniec mojego narzekania. Chciałabym być samodzielna, tak zupełnie nieza-leżna od nikogo, nie musieć się martwić o jakiekolwiek pieniądze… Ja wiem, że to nie jest problem, wiem, że wujek i ciocia się starają, żeby mi niczego nie brakowało i robią to, bo mnie kochają, a nie dlatego, że muszą, ale... Mam wrażenie, że jestem beznadziejna i do niczego się nie nadaje, że stwarzam same problemy, nic dobrego ze mnie nie przychodzi, to wszystko.
Jeszcze jedna rzecz… Została na koniec, ale jest najważniejsza. Dlaczego nie mogę się pozbyć wrażenia, że coś jest nie tak? Wydaje mi się, że on źle się czuje, że nie jest tak silny i zdrowy jak utrzymuje. Serce zabiło mi mocniej, kiedy wczoraj ciocia powiedziała mu, że schudł, bo też to zauważyłam, ale myślałam, że mi się wydaje. A dzisiaj… Na weekend będziemy mieli gościa. Przyjedzie wujek z Gdańska, z którym dziadek nie widział się, bo ja wiem kilka lat. I kiedy rozmawiali przez telefon padło coś w stylu: „Tak się cieszę, że się jeszcze zdążymy zobaczyć…”. To może głupie, ale… Wystraszyłam się. Tak kurewsko się boję. Nie chcę… Nie chcę znowu tego przeżywać, nie teraz… Nie chcę zostać sama… Nie chcę! Gdybym mogła mieć chociaż jedno życzenie… Tylko jedno, malutkie… Odkręciłabym to wszystko. Nie byłoby tych dwóch lat. Tej udręki, bólu, zmartwień. Nie chcę znowu zadawać tego pytania, bo… Bo już za wiele razy padło z moich ust, ale…
Dlaczego?
Can we pretend that airplanes
In the night sky
Are like shooting stars
I could really use a wish right now (wish right now, wish right now)
Can we pretend that airplanes
In the night sky
Are like shooting stars
I could really use a wish right now (wish right now, wish right now)
B.o.b. featuring Hayley Williams from Paramore "Airplanes"
Nari:*
Nastrój:
tagi: