Notka miała być w piątek, ale ponieważ jestem gadatliwa to będzie już dzisiaj (a w piątek następna, a co! ;p). Dzisiaj w naszej rodzimej FAILtv tysiąc pięćset sto dziewięćsetny odcinek telenoweli Kolorowa Duża Piłka w Wielkim Mieście. Dziś nasza bohaterka rozpoczęła studia, jeśli jesteście ciekawi jak jej poszło, zostańcie z nami! Czy ja się robię sarkastyczna? NIEMOŻLIWE! No dobra, może nie straciłam ani nogi, ani ręki, ani głowy (tej nie mam już od dawna), ale nie mogę powiedzieć, żebym zaliczyła ten dzień do specjalnie udanych.
Po pierwsze: ZGUBIŁAM KALENDARZ. Tak ten nowy, śliczny, manifestujący moje drugie francuskie ja. Ten, w którym miałam wydrukowany nowy plan. I ten, który miał zrobić z Zakręconej Nari Dziwaczki, Uporządkowaną Nari Dziwaczkę. Oh well, widać ład i porządek nie są mi pisane.
Po drugie: Naprawdę czułam się dzisiaj zagubiona. Wszystko było inne i takie strasznie obce, takie nie-moje, jakbym tam nie pasowała. Przyglądałam się tym ludziom, którzy przecież i tak mają mnie gdzieś i nawet nie silą się na uprzejmość (z 4 wyjątkami!) i doszłam do wniosku, że level pokazówki i odpicowania wzrósł o dobre kilkadziesiąt procent odkąd ostatnim razem zmieniałam szkołę. Szczerze? Nie przestraszyły mnie gadki o egzaminach, czy o tym, że będzie ciężko. Wiedziałam o tym. Problem polega na tym, że ja się tam czuję jak kosmita. Ja w swojej tęczowej kurtce, w której wyglądam jak wielka piłka plażowa (i tak, ona mi się podoba, jest przeurocza, ale to nie zmienia faktu, że jestem piłka), z wiecznie potarganymi włosami, zaspana, z fioletowymi paznokciami, z badżami przypiętymi do spodni i piórnika, z książką fantasy pod pachą i słuchawkami, w których na cały głos rozbrzmiewa The Young and The Hopeless Good Charlotte. Ja zakochana w smokach, demonach, aniołach, mandze, yaoistka, bazgroląca coś od czapy zamiast robić notatki. JA TAM NIE PASUJĘ. Do tych wszystkich domorosłych dorosłych studentów. Do tego całego systemu. W ogóle. Ani odrobinkę. Mam teraz ochotę na dobrego loga, na przeczytanie fan fika, obejrzenie jakiegoś fazowego odcinka X Files albo Supernaturala, w ukochanych fioletowych dresach, wyciągniętym T-shircie z ogromnym kubkiem Lady Gray nucąc Shattered pod nosem.
A przede wszystkim mam ochotę się przytulić i wypłakać, i usłyszeć „Jestem z ciebie taka dumna!”. No ale to niemożliwe. Wiem, już się przyzwyczaiłam.
Teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że jutro będzie już chociaż trochę lepiej.
Nari:*
Nastrój:
tagi: